25-26.04.2015

To była wizyta bez dzieci, więc mamy trochę zdjęć ptaków :)

***

It was a visit with no children, so we have some photos of birds :)

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , | komentarzy

15-21.04.2015

Wielkanoc to znowu Bużyska. Na specjalne życzenie Janki, która dopominała się o to od kilku tygodni zaczęliśmy od malowania jajek. Oczywiście nie dało się malować jajek ugotowanych, bo nie było zgody na zjedzenie efektów pracy. Musiałam więc wziąć się za robienie wydmuszek. Sprzęt i wydmuszki może nie były doskonałe, ale dzieci szczęśliwe.

Wybraliśmy się też na wycieczkę po okolicy. Padał taki grad, że od czasu do czasu musieliśmy się zatrzymywać. Dojechaliśmy przez Fronołów do Janowa Podlaskiego. To była moja pierwsza wizyta i warto było. Nie spodziewałam się, że jest tak pięknie.

Wracając udało nam się jeszcze zobaczyć trzy łosie, które zgodnie ze starą zasadą mrówki proponującej słoniowi, żeby się za nią schował, bo jest mała i nikt go nie zauważy ukryły się w zagajniku bardzo cienkich drzewek i udawały, że wcale ich nie ma.

Na koniec miś Janki dostał spodenki, zrobione z tego co znalazłyśmy w domu. Nie miałam wyboru, bo bardzo rozsądnej argumentacji: miś ma już trzy lata, chodzi do przedszkola i nie może być ubrany tylko w kocyk.

***

Easter means Buzyska. For the special request of Janka, who insisted on it for several weeks, we started from painting eggs. Of course there was no consent for painting on boiled eggs and eating the results. So I had to empty the shells. Maybe the painting equipment and shells were not perfect, but kids were definitely very happy.

We went also for a trip. There was so big hail that we had to stop from time to time. We got, through Fronolow to Janow Podlaski, where the most famous Polish stud is. It has been my first visit there and it was certainly worth it. I had no idea it was so beautiful.

On the way back we managed to see three mooses, which – according to the old rule of an ant, who tried to convince an elephant to hide behind it, because it was little and nobody would see the big elephant behind it, tried to hide behind thin trees pretending they were not there.

At the end Janka’s teddy bear got his trousers. I have made them from the things I could find at home. I had no choice in face of very reasonable arguments – it was already 3 years old, was going to a kindergarten and could not possibly wear only its blanket.

Posted in wizyta/visit | komentarzy

20-26.12.2014

Na pytanie gdzie Janka chciałaby spędzić święta padła odpowiedź: „tam gdzie zawsze, w Dużym Domu”. Pojechaliśmy wobec tego spędzić nasze drugie w życiu święta w Bużyskach. Zaczęło się od wizyt i przygotowań. Odwiedziliśmy skrzeszewskich strażaków na świątecznej imprezie oraz Wółczykij-Grill Bar w Siedlcach częściowo prowadzony przez Agę, dawną opiekunkę Janeczki. Polecam oba miejsca :)

Przygotowania oprócz zakupów jedzeniowych obejmowały zakup brykietu do kozy, zakup choinki w tej samej szkółce w Sokołowie, w której kupiliśmy ubiegłoroczne drzewko – w tym roku Janka wybrała drzewko większe od siebie oraz papierów do pakowania, świeczek do urodzinowego tortu Keva oraz fontanny z fajerwerkami. Po powrocie ubraliśmy nasz nowy świerk – zdecydowaliśmy, że zostanie na tarasie, a do domu zabierzemy go tylko na Wigilię. Pamiętaliśmy też o drzewku ubiegłorocznym, które na oko ani trochę przez ten czas nie urosło.

Następnego dnia czekała nas nowa wycieczka – po tort do Siedlec. Zdecydowałam się na cukiernię, w której dwa lata temu kupiłam tort na swoje urodziny i znowu się nie zawiedliśmy. W drodze powrotnej wpadliśmy jeszcze do pasieki do Skrzeszewa po miód pitny.

W Wigilię zostało nam już tylko kupienie chleba w piekarni w Korczewie, gotowanie i przebranie się do jedzenia. Fontanna na torcie okazała się przebojem wśród dzieci, podobnie jak świeczki, które zgodnie z tradycją przedszkolną dmuchaliśmy wszyscy po kolei. Potem przyszedł czas na otwieranie prezentów i zabawę.

W ciągu następnych dni zapowiadano mróz, więc choinkę zdecydowaliśmy się zasadzić już w pierwszy dzień świąt. Okazało się to bardzo dobrą decyzją ponieważ kolejnej nocy spadł śnieg, a dodatkowo rozchorowały się dzieci, więc w drugi dzień świąt zarządziliśmy ewakuację. Śnieg oznaczał robienie w nocy bałwana i piękny spacer następnego rana, kiedy cała okolica wyglądała jak z pocztówki. Janka zrobiła na śniegu orła, na którego nie mogła doczekać się od poprzedniego dnia.

***

Janka, when asked where she would like to spend her Christmas, answered: „same place as always, in the Big House”. So we went to Buzyska to spent our second Christmas there.

At the beginning there was time for visits and preparations. We visited voluntary fire brigade in Skrzeszew at their Christmas party and Wolczykij – a grill bar in Siedlce, which is partly run by Aga, Janka’s first baby-sitter. I can recommend both!

Preparations among others included getting wood briquette for the stove, a tree in the same nursery as last year. This year Janka chose a tree that was bigger than her. We also got wrapping papers, candles for Kev’s birthday cake and a firework fountain for the cake. After we got back home we decorated our spruce – we decided to leave it on the terrace and take it home only for the Christmas Eve. Janka also remembered to decorate the last year tree, which was planted outside, and seemed not to grow at all for the last year.

The next day there was another trip to come – to get a birthday cake in Siedlce. I decided on the cake shop where two years ago I got a cake for my birthday, and we were not disappointed. On the way back we got some mead in apiary in Skrzeszew.

The only things we had left on Christmas Eve was getting bread in the bakery in Korczew, cooking and getting dressed up for the supper. The fountain on the cake turned out to be a big success with kids, similar to candles, which according to the kindergarten tradition we all had to blow one after another. Than there was time for opening presents and playing.

As according to the forecast it was supposed to get frosty the following days, we decided to plant our tree already on the first day of Christmas. It turned out to be a very good decision as it snowed the following night, plus kids got a bit ill, so on the second they of Christmas we decided to evacuate back to Warsaw.

Still snow meant doing a snowman at night and going for a beautiful walk the next morning, when the whole area looked like it was taken straight from a postcard. Janka has done an eagle in the snow – she couldn’t wait to do that!

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , , , , , , , | komentarzy

24-26.10.2014

Koza rządzi, koza radzi, koza nigdy cię nie zdradzi.

Ten weekend był pod znakiem spacerów i kozy. Przyjechaliśmy bez dzieci, więc mieliśmy sanatorium połączone z domem pracy twórczej. Udało się też wcisnąć trochę prac domowych przygotowujących dom do chłodów – zmiana zasłon na zimowe, żeby ciepło uciekało trochę wolniej.

Przyjechaliśmy jak zwykle w piątek późno wieczorem. Pierwszej nocy temperatura spadła na dworze do minus pięciu stopni, koza miała więc dobrą okazję, żeby się wykazać.

W sobotę wypuściliśmy się wzdłuż Bugu, a potem na okoliczne pola. Wracaliśmy wzdłuż strumienia, który doprowadził nas do Jamy – fragmenty były wciąż pokryte lodem. W okolicach Jamy nie było łatwo, bo cały teren jest w bobrzych dziurach, uregulowano też kanały odprowadzające wodę z pól do Bugu. Ale kiedy braliśmy pod uwagę wracanie po własnych śladach, znaleźliśmy bardzo solidną tamę blokującą jeden z rowów odprowadzających wodę do Bugu oraz ślady małych łapek w miękkim błocie. Posłużyła nam za most.

Drugiego dnia zdecydowaliśmy się na Przekop. Pojechaliśmy na rowerach, które zostawiliśmy w lesie i dalej poszliśmy pieszo. Dotarliśmy do ujścia Kołodziejki. Była szansa na przejście po zwalonych drzewach, jednak zdecydowaliśmy się nie próbować. Gdyby przejście okazało się za trudne, żeby wrócić tą samą drogą ryzykowaliśmy powrót pieszo przez Starczewice. A czas powoli się kończył, trzeba było o określonej godzinie stawić się w domu, żeby przyjąć dzieci wracające od dziadków.

Przy okazji okazało się, że wyciąganie liścia spomiędzy koła i błotnika w czasie jazdy (opona nówka sztuka) kończy się oskalpowaniem paznokcia. Jakoś kiedy dzieci są ze mną nie miewam takich przygód.

***

The weekend was devoted to walks and a stove. We came without kids, so we had a sanatorium combined with a creative rest house. I also managed to do some house work ment to prepare the place for cold weather – changed curtains for thicker, so the warmth escaped a bit slower.

We came as usual Friday late at night. The first night temperature went down to minus 5 degrees, so the stove could demonstrate its capabilities.

On Saturday we went along Bug and than on the sorrounding fields. We came back along a stream, which led us to Jama lake. Parts of it were frozen. It was not easy around Jama, because the whole place was full of beaver’s holes plus canals taking water off the fields got regulated. When we started considering to return following our own traces, we found a very solid dame blocking one of the canals and little footprints in soft mud. We used it as a bridge.

The second day we decided to see Przekop reserve. We went on bikes, which we left in a forest and continued walking. We got as far as the mouth of Kolodziejka river. There was a chance to go to the other side on the fallen trees, still we decided not to try. In case it would turn out to be too difficult to return, we would have to walk back home through Starczewice. And we were slowly running out of time – we had to return home to meet kids coming back from grandparents.

I also had a chance to find out that getting a leaf from between a tyre and a mudguard while biking (brand new tyre) results with scalping a nail. Interesting, I don’t have this kind of adventures when kids are around.

 

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , , , , , , , , | komentarzy

10-12.10.2014

Przyjechaliśmy tylko z Dudim, który leczył rany po ospie wietrznej.

Sobotę rano zaczęliśmy od zakupów. Była piękna pogoda więc zaparkowaliśmy pod gminą i poszliśmy najpierw do piekarni. Całą trójką byliśmy zachwyceni chlebem, który kupiliśmy. Dużo zostało zjedzone przed doniesieniem do domu.

Potem zajrzeliśmy do nowego hotelu i na teren pałacu. Była piękna pogoda, więc Dudi po kolei pozbywał się warstw ubrania, odkrywał liście.

Wieczorem rozpaliliśmy ognisko – to była pierwsza okazja dla Hugo, by posiedzieć przy ogniu. Wytrzymał zahipnotyzowany całkiem długo, dopóki nie zdecydował, że trzeba wrócić do domu szukać frisbee.

Następnego dnia wciąż było ciepło, ale poranna mgła się nie rozwiała, więc nie było słońca. Pojechaliśmy obejrzeć Bug w Mogielnicy na wysokości działek oraz dalej, z punktu widokowego. Było na co popatrzeć! Dudi ze względu na wysokości i szaleństwo w oku podróżował na ręku u mamy. Oczywiście jak przystało na bardzo samodzielnego, choć wygodnego 2,5 latka nie był tym do końca zachwycony, choć zauważał pewne pozytywy.

Po powrocie panowie zajęli się zadaniami przydomowymi. Dudi pracował ciężko w ogrodzie, we wszystkim naśladując tatę.

***

We came only with Dudi, who was curing his wounds after chicken pox.

Saturday morning started from shopping. The weather was beautiful so we parked next to local office in Korczew and went to the bakery first. All three were delighted with the fresh bread that we got. A lot got eaten before we came back home.

Later we had a look at a new hotel in Korczew and visited the palace park. The weather was great so Dudi kept getting rid of the following layers of is clothing, discovering leaves.

Evening we had a fire outside – it had been the first chance for Hugo to sit in front of the outside fire. He managed to sit still for quite a long while, before he decided there was time to go back home and look for his frisbee.

The next day it was still warm, but a morning fog did not disappear, so there was no sun. We went to see Bug in the area of Mogielnica – where summer plots are and further from the viewing point. The views were amazing! Dudi, taking into considerations heights and the mad twinkle in his eyes, was travelling mainly carried by his mum. Of course, as you can expect of the very independent (but in love of comfort) 2,5-years old he was not completely content with the situation, although he noticed some positives.

After returning home the boys started their tasks around the house. Dudi was working very hard in the garden copying his dad in everything he did.

 

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , , , , , | komentarzy

05-07.09.2014

We wrześniu do Bużysk udało nam się przyjechać raz. Główną atrakcją była wycieczka promem do Drohiczyna na plac zabaw :)

***

In September we managed to come  to Bużyska once. The main attraction was a trip to Drohiczyn on the ferry to a playground :)

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , , , | komentarzy

22-24.08.2014

Dzieci z dziadkami pojechały nad morze, a my przyjechaliśmy trochę popracować. Efekt wizyty to wyczyszczony i poolejowany stół i blat w kuchni, pomalowane okna i zawieszone obrazki. I spacer w okolicach Bużysk, który bez dzieci okazał się znacznie łatwiejszy do zrealizowania.

***

Kids went with grandparents to the seaside and we came to do a bit of work. The result was a clean and oiled table and worktop in the kitchen, painted windows and pictures on walls. And a walk in the area, which without kids turned out to be much easier to complete.

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , , , | komentarzy

02-10,14-17.08.2014

Tym razem w Bużyskach spędziliśmy tydzień, czyli drugą połowę urlopu. Dotarliśmy 2 sierpnia w nocy, zmęczeni po 8-godzinnej jeździe znad morza.

Czekały nas dwie piekielne noce, bo temperatura w ciągu dnia przekraczała 30 stopni i dopiero nad ranem dom się wychładzał. Pierwszej nocy nawet nie zauważyłam, tak byłam zmęczona, jednak drugiej Hugo, który nie mógł spać zdecydował się odwiedzić łóżko rodziców. Niestety musi spać wciśnięty w kogoś lub coś. Oczywiście trafiło na mnie i w rezultacie było nam jeszcze bardziej gorąco i nie wyspało się żadne z nas. Trzecia i czwarta noc były o wiele łatwiejsze ponieważ wieczorami przychodziła burza. Potem pogoda stała się już znacznie łaskawsza.

Początek pobytu to sprzątanie i przemeblowanie. Na balkonie została wymieniona podłoga i jest balustrada, więc wreszcie możemy z niego korzystać. Andrzej zbudował nam też taras i pomieszczenie gospodarcze. W związku z tym z domu wreszcie zniknęły rowery, taczka, kosiarka i mnóstwo pomniejszego sprzętu, a my odzyskaliśmy pokój. Na tarasie i balkonie dumnie stanęły lekkie kanapy. Bałam się, że trzy to będzie za mało, bo przecież są nas cztery osoby i będziemy o nie walczyć. Okazało się, że dzieciom doskonale wystarcza jedna – zawsze ta na której ja siedzę :).

Obrodziła nam też papierówka. Przyjechaliśmy w samą porę. Dziennie spadało ok. 30 jabłek. To czego nie udało się przejeść wylądowało w 26 słoikach. Niestety nie udało nam się zamknąć w nich zapachu rozgrzanego jabłka spod drzewa, ale skutecznie przypominają.

Jedliśmy więc śniadania na tarasie, a obiady na balkonie. Kilka razy, kiedy dzieci pozasypiały, udało mi się spędzić ciche popołudnie na werandzie z kubkiem herbaty i widokiem na papierówkę.

Odwiedziliśmy Grabarkę, i kilka razy Drohiczyn, gdzie m.in. byliśmy na II Dniach Bugu, podczas którego Janka wreszcie odważyła się na wodną kulę.

Pobyt bardzo udany. Jedyne co nas zwyciężyło to muchy, które szczególnie w upalne dni były wszędzie pomimo siatek na oknach.

Potem była czterodniowa przerwa, żeby trochę popracować i wróciliśmy na długi weekend. Kilka dni, a ogromna różnica. Bocianów już prawie nie widać, a w nocy temperatura spadała do 10 stopni. Planowaliśmy odwiedzić Jarmark Drohiczyński, ale w sobotę cały dzień padał deszcz, więc zrezygnowaliśmy. Zbudowaliśmy za to stół dla dzieci z koziołków, które kiedyś pracowały na wbiciu łopaty pod park logistyczny w Piotrkowie Trybunalskim (ta sama impreza, z której pochodzą nasze żółte tuje przed domem) oraz kuchennego blatu, który spędził z nami prawie dziesięć lat w Warszawie. Recycling rządzi :)

W rezultacie na zdjęcie nie mieliśmy zbyt wiele siły, ale powstała całkiem solidna galeria :)

***

This time we spent in Buzyska a week, i.e. second half of our holiday. We arrived on the 2nd of August, tired after 8-hour trip from the seaside.

We spent two night from hell, because the outside temperature during the day exceeded 30 degrees and only before the morning the house was getting cool enough to sleep. The first night I was so tired I even did not notice that, but the second Hugo, who could not get to sleep decided to visit parents’ bed. Unfortunately he must sleep with his head against somebody or something. Of course I was the one and as a result we were even hotter and neither of us got a proper sleep. The third and fourth night were much easier as there were storms in the evening. After that the weather got much more bearable.

The beginning of the stay was devoted to tidying up and moving stuff around. The floor on the balcony was replaced and we had a balustrade done, so finally we can use it. Andrzej built us also a veranda and a shed. As a result bicycles, a wheelbarrow, a lawnmower and a lot of smaller equipment was moved there and we have got our room back. Sofas were proudly placed on the veranda and balcony. I was afraid three would be not enough for us, as there was four and that we might fight for them. It turned put the kids need only one – always the one where mummy sits :).

Our White Transparent gave us many apples this year. We came just on time. Daily there was around 30 apples falling of the tree. What we did not manage to eat finished in 26 jars. Unfortunately I did not manage to close there the smell of the warm apples straight from under the tree, but they are very efficient in reminding it.

So we enjoyed our breakfasts on the veranda, and dinners on the balcony. When kids fell asleep I managed to spend a couple of quiet afternoons with a cup of tea and the view of our apple tree.

We visited Grabarka and Drohiczyn, where among others we participated in the 2nd Days of Bug, during which Janka finally found courage to go into a water ball.

Very successful week. The only think we lost was a battle with flies, which were everywhere despite nets, especially on hot days.

After the proper holiday we had a four day break for work and we came back for a long weekend. Four days made a huge difference. Storks were hardly seen and during night temperature fell as low as 10 degrees. We planned to visit Drohiczyn Fair and repeat water ball experience, but it rained all Saturday, so we gave up. Instead we built a table for kids of our old kitchen worktop and trestles, which I used years ago during ground breaking ceremony at a logistics park in Piotrkow Trybunalski (same event that our two thujas next to the house came from). Recycling rules :)

As a result we did not have too much energy for photos, still we managed to collect quite big gallery :)

 

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , , , , , , , | komentarzy

05-06.07.2014

Po krótkiej nieobecności spowodowanej zagranicznymi wojażami z dziadkami znowu przyjechała z nami Janka. Mieliśmy w ten weekend być gdzieś indziej, ale w ostatniej chwili inny wyjazd nie doszedł do skutku, więc zapakowaliśmy dzieci do samochodu i wyruszyliśmy na wieś. Była to jedyna okazja, aby spotkać Andrzeja, który nie tylko, że przyjechał jedynie na miesiąc, ale miał nam postawić werandę i pomieszczenie gospodarcze.

Było pracowicie i leniwie, większość wokół domu. Jedyna dalsza wyprawa to prom do Drohiczyna, gdzie wybraliśmy się na obiad do Starej Baśni.

***

After a short absence caused by foreign travels with grandparents Janka has joined us in Buzyska. We were supposed to go somewhere else that weekend, but at the end we decided last minute to go to Buzyska. We packed the kids in the car and set off. It was the only chance to meet Andrzej who came to Poland only for a month and moreover was supposed to build a terrace and shed for us.

The weekend was both full of work and leisure, most of activities we performed around the house. The only further trip was on the ferry to Drohiczyn, where we had our dinner in Stara Basn next to the Bug river.

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , , , , | komentarzy

19-22.06.2014

To był wyjazd pełen nagród.

Po pierwsze Kasia i Kuba, którzy już właściwie tradycyjnie spędzają w naszym domu trochę czasu w wakacje, zostali nieco dłużej i wreszcie mieliśmy okazję porozmawiać i pobyć, a nie tylko ucinać krótkie pogawędki mijając się.

Po drugie mamy kuchnię. Co prawda skręcałam ją prawie cały dzień, ale jest. Pierwsze dni upłynęły więc na bardzo nieekologicznym nadużywaniu wody i celebrowaniu tego, że wreszcie możemy. Ciągłe zmywanie, pierwsza kąpiel w naszej wannie. To nagroda dla nas samych za wytrwałość :)

W sobotę, ponieważ rano padał deszcze, zdecydowaliśmy się na przejażdżkę samochodem. W miejsce, w którym dawno nie byliśmy. Padło na Mielnik. Ponieważ po dojechaniu Hugo nie dał się obudzić zdecydowaliśmy, że damy mu jeszcze trochę czasu i jedziemy dalej – 15 minut w jedną stronę i 15 z powrotem. Dojechaliśmy do Niemirowa – miejsca, gdzie według naszego GPSa kończy się droga. Naszą uwagę zwrócił duży kościół, więc postanowiliśmy do niego zajrzeć. Zaparkowałam i w momencie kiedy wyłączyłam silnik rozległ się miejscowy hejnał – była punkt dwunasta. Już wiedziałam dlaczego tam przyjechaliśmy :) Hugo też był szczęśliwy, bo odnalazł to, czego brakuje mu w Bużyskach – podjazd do zbiegania i plac zabaw.

Po Niemirowie wróciliśmy do Mielnika, gdzie okazało się, że odbywa się IX Zlot Wojowników Słowian Bałtów i Wikingów. Zjawisko, którego jeszcze nie zdążyłam pojąć, ale do którego powoli się już przyzwyczajam przyjeżdżając od tylu lat nad Bug.

W drodze powrotnej przystanek Szparagi, czyli świeże szparagi sprzedawane u samego źródła. Okazało się, że mieliśmy szczęście, bo to ostatni dzień sezonu.

Ponieważ Hugo był zachwycony strażackim samochodem, który zobaczył w Mielniku, zrozumieliśmy, że musimy pokazać mu więcej. W niedzielę zabraliśmy go więc do Skrzeszewa, gdzie zaliczył przejażdżkę prawdziwym wozem strażackim i mógł w czasie jazdy naciskać na klakson. Wyglądało na to, że ludzie stojący przed kościołem, których w ten sposób pozdrowił byli zdziwieni w takim samym stopniu w jakim on był zachwycony. Ze Skrzeszewa wrócił z nalepką OSP, którą w domu nakleiliśmy na jego rowerek. Wygląda jakby była tam od zawsze!

***

This was a visit full of prizes.

Firstly, Kasia and Kuba, who traditionally come to the house in the summer, stayed a bit longer and at last we had a chance to talk and spend some time together, not only have a short chat.

Secondly, we have a kitchen. To be honest it took almost a day to assemble it, but it’s there. So first days we were overusing water in very unecological way and celebrating the fact, that we could do it. Constant washing up, the first bath. This was the prize for ourselves for being persistent :)

On Saturday, because it was raining from the early morning, we decided to have a car ride to a place we had not been for long – Mielnik. Because after getting there Hugo refused to be waken up, we decided to continue further – 15 minutes one way and 15 back. We got to Niemirow – a place where, according to our GPS, the road finishes. As we spotted a big church there we decided to stop and have a look. I parked the car and at the moment when I turned the engine off the 12:00 call started. Then I realised why we got that far :) Hugo was also happy. In Niemirow he found what he missed in Buzyska – a ramp to run and a playground.

After Niemirow we came back to Mielnik, where it turned out there was a Medieval Fair. A phenomenon I have not understood yet, but I am slowly getting used to coming to the Bug area for so many years.

On the way back we had an Asparagus stop, ie. fresh asparagus bought from the farm. It turned out we were lucky, because it was the last day of the season.

Because Hugo was fascinated with a fire engine that he saw in Mielnik we understood that we needed to show him more. On Sunday we took him to Skrzeszew where he had a ride in a real fire engine and was allowed to blow a horn. It seemed that people standing outside the church on Sunday, who got greeted in such way, were as surprised as he was happy. He came back from Skrzeszew with a sticker of Voluntary Fire Brigade, which we put on his bike. It looks as if it has always been there!

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , , , , , , , | komentarzy