24-26.10.2014

Koza rządzi, koza radzi, koza nigdy cię nie zdradzi.

Ten weekend był pod znakiem spacerów i kozy. Przyjechaliśmy bez dzieci, więc mieliśmy sanatorium połączone z domem pracy twórczej. Udało się też wcisnąć trochę prac domowych przygotowujących dom do chłodów – zmiana zasłon na zimowe, żeby ciepło uciekało trochę wolniej.

Przyjechaliśmy jak zwykle w piątek późno wieczorem. Pierwszej nocy temperatura spadła na dworze do minus pięciu stopni, koza miała więc dobrą okazję, żeby się wykazać.

W sobotę wypuściliśmy się wzdłuż Bugu, a potem na okoliczne pola. Wracaliśmy wzdłuż strumienia, który doprowadził nas do Jamy – fragmenty były wciąż pokryte lodem. W okolicach Jamy nie było łatwo, bo cały teren jest w bobrzych dziurach, uregulowano też kanały odprowadzające wodę z pól do Bugu. Ale kiedy braliśmy pod uwagę wracanie po własnych śladach, znaleźliśmy bardzo solidną tamę blokującą jeden z rowów odprowadzających wodę do Bugu oraz ślady małych łapek w miękkim błocie. Posłużyła nam za most.

Drugiego dnia zdecydowaliśmy się na Przekop. Pojechaliśmy na rowerach, które zostawiliśmy w lesie i dalej poszliśmy pieszo. Dotarliśmy do ujścia Kołodziejki. Była szansa na przejście po zwalonych drzewach, jednak zdecydowaliśmy się nie próbować. Gdyby przejście okazało się za trudne, żeby wrócić tą samą drogą ryzykowaliśmy powrót pieszo przez Starczewice. A czas powoli się kończył, trzeba było o określonej godzinie stawić się w domu, żeby przyjąć dzieci wracające od dziadków.

Przy okazji okazało się, że wyciąganie liścia spomiędzy koła i błotnika w czasie jazdy (opona nówka sztuka) kończy się oskalpowaniem paznokcia. Jakoś kiedy dzieci są ze mną nie miewam takich przygód.

***

The weekend was devoted to walks and a stove. We came without kids, so we had a sanatorium combined with a creative rest house. I also managed to do some house work ment to prepare the place for cold weather – changed curtains for thicker, so the warmth escaped a bit slower.

We came as usual Friday late at night. The first night temperature went down to minus 5 degrees, so the stove could demonstrate its capabilities.

On Saturday we went along Bug and than on the sorrounding fields. We came back along a stream, which led us to Jama lake. Parts of it were frozen. It was not easy around Jama, because the whole place was full of beaver’s holes plus canals taking water off the fields got regulated. When we started considering to return following our own traces, we found a very solid dame blocking one of the canals and little footprints in soft mud. We used it as a bridge.

The second day we decided to see Przekop reserve. We went on bikes, which we left in a forest and continued walking. We got as far as the mouth of Kolodziejka river. There was a chance to go to the other side on the fallen trees, still we decided not to try. In case it would turn out to be too difficult to return, we would have to walk back home through Starczewice. And we were slowly running out of time – we had to return home to meet kids coming back from grandparents.

I also had a chance to find out that getting a leaf from between a tyre and a mudguard while biking (brand new tyre) results with scalping a nail. Interesting, I don’t have this kind of adventures when kids are around.

 

This entry was posted in wizyta/visit and tagged , , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink.