01-04,09,17-18.05.2014

Wyjazd na weekend majowy przeciągnął się nam do kolejnego weekendu. Przynajmniej Kevowi, który 1 maja został na tydzień zaaresztowany w szpitalu w Sokołowie Podlaskim.

Do Bużysk dotarliśmy w już okrojonym gronie, bo Janka przyniosła z przedszkola nową chorobę i została u dziadków. Po tym jak zaraz na początku pobytu wyeliminował się Kev, zostaliśmy więc z Hugo sami. Żeby odwiedzić Keva w szpitalu musiałam go codziennie porzucać u przyjaciół. Rozstania z dnia na dzień stawały się coraz trudniejsze i dramatyczniejsze, więc kiedy wróciliśmy w niedzielę do Warszawy Hugo dołączył do siostry u dziadków. Uchroniło to i jego i mnie przed karuzelą jaką nam fundował.

Powiedzenie, żeby uważać czego się sobie życzy, bo może się spełnić okazało się w tym przypadku jak najbardziej trafione. Pół tygodnia w cichym mieszkaniu bez rodziny przyniosło więcej stresu niż wypoczynku. Najwyraźniej starzeję się i na takie sytuacje trzeba by mnie wcześniej przygotowywać. Uspokoiłam się dopiero będąc z powrotem w Sokołowie, kiedy już wiedziałam, że rozpoczął się proces rekonstrukcji mojego normalnego życia.

W całej sytuacji znaleźć można dobre strony. Po pierwsze i najważniejsze wyleczyli Keva. Po drugie spędził w szpitalu najgorsze załamanie pogody, nie został więc zaskoczony w szortach na majowym weekendzie, a o nocnych i porannych przymrozkach słyszał tylko od pielęgniarek. Warto było wrócić po niego po tygodniu dla tęczy w Liwie w drodze z Warszawy i dla oczekiwania przed domem na brygadę robotników mających zainstalować przydomową oczyszczalnię – dla chwili, po którą przyjechałam tydzień temu, a której nie udało mi się wtedy doświadczyć: wygrzewania się na słońcu z kubkiem porannej herbaty i śpiewem ptaków w tle. Warto, żeby poznać lekarzy i pielęgniarki z sokołowskiego szpitala i po raz kolejny przekonać się jak bardzo można liczyć na przyjaciół – tych na wsi (w tym z OSP Skrzeszew) ale i w innych miejscach. I przekonać się, że przez dziesięć lat naszych wizyt w tych stronach zasłużyliśmy sobie na to, żeby uznać się za część lokalnej społeczności.

W maju przyjechaliśmy jeszcze raz, całą rodziną. Było tak ciepło i pięknie, że nie zrobiliśmy żadnych zdjęć. Przywieźliśmy za to szafki i zlew, żeby wreszcie móc umyć naczynia w kuchni.

***

The May weekend lasted for us for a week. At least for Kev, who was kept in hospital in Sokolow Podlaski since 1st May.

We arrived in Buzyska already in a smaller group, because Jana had brought a new illness from kindergarten and stayed with grandparents. After Kev eliminated himself from the company, I was left with Hugo. In order to visit Kev in hospital I had to leave him everyday with our friends. Parting every day was getting more and more difficult and more dramatic, so when we returned to Warsaw on Sunday Hugo joined his sister at grandparents. It saved us from the rollercoaster of leaving him with strangers every day.

The saying that one should be careful what they wish for, as it may come true, turned out to be true for me. Half a week in an empty apartment without family brought more stress than relax. It seems I’m getting old and somebody should prepare me first for something like that. I calmed down only back in Sokolow, when I knew that the process of reconstructing my everyday life started.

There are also positive aspects of the whole situation. The first and most important is that Kev recovered. The second, he spent in hospital the worst weather, so he was not caught up in his shorts on a May weekend and about night and morning ground frost he heard only from nurses. It was worth going back to collect him after a week to see the rainbow in Liw on the way from Warsaw. Also for the time when I was waiting for workers, who were supposed to install a new sewage system – the moment, which I had missed to find a week earlier: sitting in the sun with a cup of morning tea and birds singing. It was worth to meet the doctor and nurses from Sokolow hospital and again see how much we can count on friends – those from the country (including local voluntary fire brigade OSP Skrzeszew) but also in other places. And see that after 10 years of our visits in the area we have earned to call ourselves a part of local community.

In May we came once more, with the full family. It was so warm and great, that we did not take any photos. But we brought to Buzyska sink and cabinet in order to take full advantage of a new sewage and be able to wash dishes in the kitchen.

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , | komentarzy

18-21.04.2014

Sezon z Bużyskach zaczęliśmy od Wielkanocy. Pogoda naprawdę dopisała i Janka wreszcie mogła założyć swoje wytęsknione szorty.

Zaczęliśmy od zakupów i placu zabaw w Drohiczynie. Potem porządki na działce i w domu oraz sprawdzenie jak dom przetrwał zimę. Strat nie zauważyliśmy. Nasza świąteczna choinka ma się świetnie i trochę nawet urosła. Dom zyskał czerwone obróbki okien i drzwi, co bardzo mu pasuje.

Dzieci coraz więcej robią wspólnie. Wspólnie postanowili też już nigdy nie wracać do domu. Janka po wyprowadzeniu brata na drogę stwierdziła, że będą chodzić tylko w lewo i w prawo, do domu już nie. Hugo pytany czy też zamierza na zawsze pozostać tam z Janką z zapałem kiwał głową i mówił „Da”. Jak to w przypadku moich (i pewnie wszystkich) dzieci „nigdy” nie trwało jednak zbyt długo i już wkrótce mieliśmy ich z powrotem w domu.

Następnym razem wracamy na weekend majowy!

***

We started the season in Buzyska at Easter. The weather was really good and Janka had a chance to wear her shorts, that she had missed a lot.

We started from shopping and a playground in Drohiczyn. Then tiding up in the house and around, checking how the house survived winter. No damages found. Our Christmas tree seemed to be very happy, and it even grew a bit. The house got red window and door frames and they really fit it.

Kids are doing more and more things together. They decided together never come back to the house. Janka took her brother out to the road and said they would walk left and right, but not back home. Hugo, when I asked him if he wanted to stay there forever with Jana was eagerly nodding his head for ‘yes’ and repeating „Da”. Still as in case of mine (and probably all other) children ‘never’ did not last too long and soon after we had both of them back in the house.

Next time we are coming for the May weekend!

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , | komentarzy

22.12.2013 – 01.01.2014

W tym roku spełniło się moje marzenie – święta i Sylwester w Bużyskach, w sumie 11 dni.

Przyjechaliśmy 22.12 i od razu zabraliśmy się za sprzątanie – wreszcie podłogi zostały zabezpieczone, co oznaczało wcześniejsze cyklinowanie. Początek pobytu nie miał więc nic wspólnego ze świątecznym spokojem, ale pewnie nie odbiegał wiele od tego co działo się w większości domów. Warto było wszystko przygotować, bo w Wigilię doświadczyliśmy cudu. Janka bez marudzenia zjadła z nami obiad przy stole, a potem dzieci zgodnie rozpakowywały prezenty i bawiły się na dywanie. Zabawki zaczęły wyrywać sobie dopiero następnego dnia rano.

Pogoda była prawdziwie wiosenna. Większość dni była ciepła i słoneczna. Byliśmy więc na spacerze we wsi i okolicach, odwiedziliśmy Korczew, a nawet Mężenin, żeby zobaczyć jak ma się pewien drewniany dom.

W tym roku nie planowałam choinki w domu i myślałam tylko o tui na zewnątrz. Przede wszystkim ze względu na małe łapki, które wszystko ściągają i wszędzie muszą się wspiąć. Ale na stanowcze stwierdzenie Janki, że prezenty mogą być tylko pod choinką zdecydowaliśmy się na podwójne rozwiązanie – tuję oraz drzewko z lokalnej szkółki. Spędziło z nami święta, a przed wyjazdem zasadziliśmy je koło domu. Mam nadzieję, że będzie rosło i będzie pamiątką naszych pierwszych świąt w domu.

***

This year my dream has come true – Christmas and New Year’s Eve in Buzyska, all together 11 day.

We arrived on 22nd and started from cleaning – we had finally had the floor protected, which meant scraping it first. So the beginning of the stay was far from Christmas peace, but surely was not much different than in majority of houses getting ready for Christmas. It was worth preparing everything because on Christmas Eve we experienced a miracle – Janka ate supper with us without complaining and than kids unpacked presents and played in harmony on the carpet. Fighting for toys started the next morning.

The weather was truly spring. Most of the days were warm and sunny. We went for a walk in the village and the area, went to Korczew and even Mezenin to check how a certain wooden house was.

This year I was not planning on a Christmas tree inside, only the thuja outside. Mainly because of the little hands which have to pull everything and climb everywhere. But faced with Janka’s firm claim that the Christmas tree was the only place for presents we decided on a double solution – thuja and a tree from a local nursery. It spent Christmas with us and then got planted near the house. I hope it will grow and will be a proof of our first Christmas in the house.

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , , , , , , , , , , | komentarzy

08-10.11.2013

Przed wrzuceniem zdjęć świątecznych jeszcze wspomnienie listopada. Po raz pierwszy od kilku tygodni udało nam się wtedy przyjechać w piątek w nocy przy plusowej temperaturze. Choć mam wrażenie, że w domu wcale nie było cieplej niż przy zwyczajowych już minus trzech. Za to w sobotę było piękne słońce i 14 stopni. Zabraliśmy dzieci do lasu na – jak się okazało – nieco zbyt długi spacer. Na szczęście wózek udźwignął dwójkę.

***

Before putting on Christmas photos there is still some November to go. For the first time since several weeks we had managed to come on Friday night with temperature above zero. Although I had a feeeling the house was not much warmer than at usual minus three outside. Still there was beautiful sun and plus 14 on Saturdat. We took kids to a forest again for – as it turned out – a bit too long walk. Luckily the pushchair managed the two.

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , | komentarzy

31.10-03.11.2013

Znowu było ładnie. Dzieci nam się wybiegały, zabraliśmy je też do lasu, żeby zobaczyły coś innego niż pola i łąki. Jest tam jeszcze więcej zabawek niż wokół domu :)

***

The weather was good again and kids had a lot of chances to run. We took them to a forest, so they see something different than usual fields. It turned out there is more toys in the forest than around the house :)

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , , , , | komentarzy

04-06.10.2013

Wreszcie do Bużysk przywieźliśmy dwoje dzieci. Dotarliśmy w piątek w nocy z przerażeniem obserwując termometr w samochodzie. Ja zaczęłam się martwić przy plus 3 stopniach, ale w czasie jazdy temperatura spadła jeszcze do minus 3. W domu było około 12. Trzeba było szybko ogrzać sypialnie, zapakować dzieci do łóżek i rozpalić w kozie. Rano kiedy wstaliśmy za oknem było biało, ale przy sumiennym dorzucaniu do kozy dom szybko się ogrzał do ponad 20 stopni. Jednak koza jest najlepszym przyjacielem człowieka. Rządzi!

Reszta weekendu była już piękna i ciepła. Sama sobie zazdroszczę, że tam byliśmy :)

***

At last we brought two kids to Buzyska. We arrived on Friday night, panicking as the temperature on the car thermometer was dropping down. I started worrying at plus three, but when we were driving it went down as far as minus three. There was around 12 in the house when we arrived. We needed to quickly heat bedrooms, pack kids in beds and start the stove. In the morning when we got up it was white outside from the frost. Still after scrupulous work and putting more and more fuel into the stove, the temperature in the house quickly got over 20 degrees. The stove is man’s best friend!

The rest of the weekend was warm and beautiful. I am almost jealous of myself that we spent it there :)

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , , , , , , | komentarzy

06-08.09.2013

Najpierw stara wizyta, z początku września. Nie chciałam wierzyć, ale okazało się, że to był naprawdę ostatni letni weekend. Przyjechaliśmy znowu tylko z Hugo, więc rano udało mi się wyrwać na samotny spacer i przypomnieć jak wygląda rzeka.

Potem zrobiliśmy to, czego z powodu deszczu nie udało nam się zrealizować wcześniej – wybraliśmy się promem do Drohiczyna bez samochodu. Trafiliśmy tam na miasteczko Zlotu Wojów. Przy okazji kupiliśmy farbę i pomalowałam okna w sypialniach, bo zdecydowanie wymagały odświeżenia przed zimą. Zdecydowaliśmy się na czerwony kolor.

***

At first the old visit, from the beginning of September. I did not want to believe it but it turned out it really was the last summery weekened. Again we came only with Hugo, so in the morning I managed to go for a lonely walk and remember myself how the river looked like.

Than we did what we could not have done earlier as it had rained – we went to Drohiczyn without the car. We found there a Medieval camp. We also bought some paint and I painted bedroom windows, which really needed doing before the winter. We decided on the red.

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , , , , , , , , , | komentarzy

31.08-01.09.2013

W ten weekend Hugo był jedynakiem. Janka wyjechała z dziadkami nad morze, a my postanowiliśmy przypomnieć sobie jak to jest na wsi z jednym dzieckiem. Jak nietrudno zgadnąć o wiele spokojniej.

***

Last weekend Hugo was only child. Janka went with grandparents to the seaside and we decided to see how it is to bring only one to the village . Much quieter as you may expect.

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , , , , , | komentarzy

16-18.08.2013

Nadrabiamy letnie zaległości bużyskowe i większą część długiego weekendu spędziliśmy na wsi. Tym razem wypuściliśmy się trochę dalej niż Korczew, czyli do Drohiczyna. Celem był plac zabaw, ale na miejscu okazało się, że trafiliśmy na zlot motocyklowy, czyli Paradę 500 motocykli na 500-lecie województwa podlaskiego. Plac zabaw stał się częścią imprezy. Dodatkowo wstawiono m.in. trampolinę, z której Janka oczywiście skorzystała. Na wieczór zaplanowany był koncert. Podczas prób Janka zatykała uszy, a Hugo podrygiwał w nosidełku :). Wróciliśmy promem.

Na specjalne życzenie Janka zadebiutowała w namiocie. Spał z nią tata. Niestety znak czasów – kiedy poszłam zapytać czy nie potrzebują dodatkowych koców okazało się, że każde bawi się swoim tabletem. W każdym razie nie wrócili w nocy tak jak się spodziewałam, a kiedy wstaliśmy z Hugo na śniadanie oni jeszcze w najlepsze spali.

Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wyrwałam się na poranny spacer bez dzieci. Już zapomniałam jak pięknie jest przejść się po polach z dużym aparatem w ręku. Szczególnie, że po raz pierwszy w tym roku poczułam w powietrzu jesień.

***

We are making up for summer delays in visiting Buzyska, therefore we’ve spent most of the long weekend in the village. This time we’ve gone a bit further than Korczew, namely Drohiczyn. We’ve aimed at the playground, still it turned out that there was a motorcycle rally, i.e. 500 Motorcycles Parade for the 500th anniversary of Podlaskie voivodeship and the playground has been incorporated in the event. Among others there was an extra trampoline, which of course Janka had to test. There was a concert planned for the night. During rehearsals Jana has been covering her ears and Hugo tried dancing in the sling :). We came back on the ferry.

On special request Jana has had debut in a tent. She slept there with Kev. Unfortunately sign of the times – when I went to ask if they needed extra blankets it turned out that they both played with tablets. Still they did not come home at night as I’d expected and when we got up with Hugo they were still sound asleep.

For the first time from time immemorial I’ve managed to go out for a morning walk without kids. I have forgotten how good it is to go on fields holding a big camera. Especially that for the first time this year you could feel autumn in the air.

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | komentarzy

10-11.08.2013

Po długiej przerwie udało nam się wreszcie przyjechać. Mimo, że w Warszawie był deszcz w Bużyskach dopisała piękna pogoda i wyciągnęliśmy basenik dla dzieci.

Dom wreszcie ma swoją tabliczkę.

***

After a long break we have finally managed to come to Buzyska. Although it was raining in Warsaw we had beautiful weather and we got out a paddling pool for kids.

The house finally has got its address plate.

Posted in wizyta/visit | Tagged , , , , , | komentarzy